„Życie na miarę” – refleksje po lekturze

Życie na miarę - refleksje po lekturze

Przeczytałam ostatnio „Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo” Marka Rabija – reportaż o przemyśle odzieżowym w Bangladeszu. Polecam każdemu kto nosi ubrania popularnych sieciówek jak ZARA, H&M, C&A i wiele innych. Większość ciuchów sprzedawanych w tych sklepach produkowanych jest w Azji Południowej, z dala od zachodnich standardów pracy. W samym Bangladeszu produkuje się ok.20% odzieży sprzedawanej na globalnym rynku. Jak podaje autor książki, każdego dnia konsumenci na całym świecie kupują ok.5,5 miliona T-shirtów, czyli rocznie ok. 2 miliardy. Oznacza to, że jakieś 400 milionów pochodzi z Dhaki, stolicy Bangladeszu. Marek Rabij rozmawiał z pracownikami fabryk odzieżowych, pytając o zarobki, warunki i godziny pracy oraz zasady bezpieczeństwa, których praktycznie w bangladeskich fabrykach brak. Każdy z nas po takiej lekturze wyciąga inne wnioski. Jedni zaczynają kupować wyłącznie w sklepach z używaną odzieżą, inni twierdzą, że lepsza dla Bengalczyków taka praca niż żadna i trzeba ten fakt zaakceptować. Ja natomiast myślę wtedy przede wszystkim o realiach rynku pracy porównując je do polskich standardów…

Wiem, że naszym standardom wciąż wiele brakuje. Zdaję sobie sprawę, że pracownicy taśm produkcyjnych za minimalną płacę nie mają szans na stabilizację finansową dla swojej rodziny. Słyszę o sytuacjach gdzie pracownika się nie szanuje i traktuje jak osobę drugiej kategorii. Tak, wiem, że nie jest idealnie. Ale to wciąż bez porównania lepsza sytuacja od tej w Bangladeszu. Praca dzieci, wielogodzinne zmiany, brak płatności za nadgodziny, praca 6 a często 7 dni w tygodniu. Ponadto opłakane warunki budynków gdzie mieszczą się fabryki, które nie mają nic wspólnego z zasadami bezpieczeństwa i higieny pracy. Pracownicy dosłownie ryzykują życiem przychodząc codziennie do swoich fabryk. Budynki nie są odpowiednio zabezpieczone przed pożarem i zbytnio przeciążone maszynami do produkcji, co może grozić zawaleniem się konstrukcji. Dodatkowo same techniki produkcji, jak np. piaskowanie jeansów, tzw. sandblasting, czyli celowe postarzenie spodni, aby wyglądały na bardziej wyblakłe i znoszone, prowadzi do śmiertelnych chorób płuc, jeśli dokonywane jest bez odpowiednich zabezpieczeń, co oczywiście ma miejsce w Bangladeszu.

Tak warunki panujące w bengalskich fabrykach odzieży opisuje autor reportażu:

Los szwaczki prawdziwie nieznośny zaczyna się wydawać dopiero wtedy, gdy przejrzy się w nim któryś z klientów zachodnich firm odzieżowych. Zobaczy wtedy coś, czego się kompletnie nie spodziewa, na przykład dwunastolatki pracujące po dwanaście godzin za stawkę, która wystarcza im na jeden posiłek dziennie. Poczuje smród fabrycznych ścieków, które spływają z nurtem rzeki do kilkuset wsi przycupniętych u jej brzegu. W uszach zadźwięczy mu kategoryczny zakaz przerywania pracy chociażby na króciutki wypad do toalety. Kto wie, może nawet usłyszy zwierzęcy skowyt szwaczek, które giną w pożarze, bo zamknięto je w hali produkcyjnej, żeby nie utrudniały ewakuacji magazynu.

Zanim następnym razem zacznę narzekać na niedobrą kawę w biurze, zastanowię się dwa razy…

Zachęcam do lektury książki!