Zasłyszane w pracowej kuchni…

Dziś z dużym przymrużeniem oka. Z racji tego, że z wykształcenia jestem socjologiem swoją słabość do obserwowania i podsłuchiwania rozmów obcych ludzi zwalam na zboczenie poniekąd zawodowe. Uwielbiam podpatrywać zachowania i interakcje innych osób – w kawiarni, parku, dworcu czy też… w pracowniczej kuchni. Kuchenne rozmowy to często alternatywne życie oficjalnych komunikatów i treści, które pojawiają się w obiegu. Jeżeli osoby decyzyjne chcą poznać prawdziwą reakcję na jakąś informację, to najlepiej podpytać w kuchni. W ramach kuchennych rozmów można również usłyszeć wiele zabawnych perełek, które są przykładem mocno zagmatwanej pracowniczej logiki. Poczytajcie sami.

Trawa jest zawsze bardziej zielona tam gdzie nas nie ma

– Słyszałem, że w <firma konkurencyjna> mają darmowe owoce co drugi dzień – sięgając po cotygodniową porcję gratisowych owoców.

– Fajnie. W ogóle to kumpel znajomego się tam przeniósł i bardzo sobie chwali. Dostał 1000 zł więcej niż w poprzedniej pracy.

– Super. Nie to co u nas. Też będę się rozglądał za czymś nowym. I jak mówisz, że tak dobrze tam płacą to wezmę ich pod uwagę.

– No. Wszyscy polecają.

– Widać, że to lepsza firma niż nasza. Nie ma co…. Ej, a te 1000 zł to netto czy brutto?

– Ee…w sumie to nie wiem.

 

Powiem Ci coś, ale nie mów nikomu

– Słyszałeś jakie zmiany nam szykują w dziale?

– Nie. Opowiadaj!

– W sumie to nie mogę za wiele powiedzieć…

– No weź. Nikomu przecież nie powiem.

– Dobra.Ale obiecałem, że nikomu nie powiem, także nie mów nikomu.

– Jasne!

– Nasz manager zostanie przeniesiony na inne stanowisko wewnątrz firmy. Podobno w ramach awansu, ale mówi się, że tak naprawdę nie radził sobie z tą sytuacją i miał bardzo zły feedback od zespołu. Także przenoszą go.

– O kurcze. Ciekawe kto będzie naszym nowym szefem?

– Ma być otwarta rekrutacja dla wszystkich, ale wiesz jak jest, na pewno wybiorą Gośkę. Nie ma nawet co próbować.

– Nie ma co!

 

Nawał roboty

– Ale mam dużo roboty. Nie wiem w co ręce włożyć. Deadline goni deadline. Chyba się nie wyrobię ze wszystkim. Masakra.

– U nas to samo. To jakiś kołchoz a nie normalna firma.

– Znów będę dziś pewnie siedział nadgodziny. Dobrze, że chociaż za nie płacą, chociaż wiadomo, że wolałbym pójść wcześniej do domu.

– No jasne. Ale taka masakra, że ja też nie wiem, o której dziś wyjdę.

– E, a widziałeś ostatni odcinek „Gry o tron”?

– Tak! Niezła jazda. I wiem co będzie dalej…

– Opowiadaj. Tylko chodź dolejemy sobie jeszcze kawy, bo taki kołchoz, że człowiek bez kawy nie pociągnie.

Może sami macie jakieś dobre przykłady tego typu rozmów kuchennych? Zapraszam do komentowania!

Poza tym dziękuję za przeczytanie kolejnego tekstu. Jeśli nie chcesz aby ominęło Cię cokolwiek co dzieje się na JakPracować zapraszam do subskrybowania bloga!